Ostatni start w tym półroczu

Tak, tak, oczy was nie mylą, kiedyś trzeba też znaleźć czas dla rodziny, skończyć pierwszą część przygotowań do Izerskiej Wielkiej Wyrypy i dać odpocząć swojemu organizmowi. Dlatego też impreza rozgrywana najbliżej domu stała się zwieńczeniem pierwszej części sezonu. Czas udać się na zasłużony odpoczynek. Ale wcześniej o weekendzie debiutów.

Debiut nr 1: Wulkany 24h w PMnO na dystansie 50 km. Impreza, która rok wcześniej była w pełni liniowa, której trasa opisana była na kilkunastu kartkach okraszonych zdjęciami, w tym roku zapragnęła dołączyć do grona pucharowego. Jak widać na mapie poniżej nawigacja była symboliczna, a utrudniona poprzez skalę mapy (1:70000), którą widziałbym bardziej na zawodach rowerowych.

fot. Areq

Mapa turystyczna ma też to do siebie, że nie wszystko jest na swoim miejscu. Niemniej miejsca gdzie nawigacja się przydawała były i zostały skrzętnie przeze mnie wykorzystane do tego by skrócić dystans. Start odbył się o 5:15 rano  i tuż przed nim zobaczyłem Michała Jędroszkowiaka, a każdy wie co to znaczy, kiedy się go widzi przed startem. Najwyższy stopnień na podium został już zajęty, więc pozostała walka o drugie miejsce, co było wielką niewiadomą, gdyż większości uczestników nie kojarzyłem z dotychczasowych startów. Po starcie i podbiciu dwóch PK było już wiadomo kto będzie walczył  o pudło: przodem biegł Marcin Pawłowski, lokalny wyjadacz,  mocny, szybki i pewny kierunku, w którym biegnie (jak się później okazało trasę znał jak własną kieszeń i na mapę zerkał sporadycznie). Do trzeciego PK dobiegłem razem z Michałem i Kubą Runowskim, razem dogoniliśmy Marcina i przez chwilę biegliśmy w czwórkę . Przed PK 4 odstawili mnie poza zasięg wzroku i już powoli oswajałem się z najgorszą pozycją na mecie. Wiedziałem, że tempo Michała nie jest w moim zasięgu, o Marcinie nie wiedziałem nic, ale wyglądał na baaardzo mocnego. Jedynie widok Kuby dawał nadzieję na to, iż później, przy dobrej nawigacji, będę mógł go dopaść. Nadzieja pojawiła się i ziściła  szybciej niż myślałem, bo już  PK 5 podbijałem jako 3 w stawce. Dodało mi to trochę skrzydeł i żwawo poleciałem w  wąwóz koło Myśliborza. Tereny znane mi z którejś edycji Fraszki, przez co chyba najtrudniejszy PK podbiłem tak, jakbym sam go rozstawiał.

fot. Areq

Po spotkaniu Arka, który śmigał na rowerze z aparatem (jego zdjęcia dostępne w galerii po prawej stronie), przy PK 7 dowiedziałem się, że lecę na trzecim miejscu i mam 21 minut straty do Michała. Zmotywowany pognałem do przodu, na odcinku asfaltu spytałem jakim tempem biegł tu Michał, Arek odpowiedział że 4:30/km, więc przymykając oczy próbowałem utrzymać tą samą prędkość. Kolejne PK były łatwe i dopiero ostatni punkt na kilkaset metrów przed metą sprawił wszystkim trudność. Stał on około 400-500 metrów od miejsca wskazywanego przez mapę. Orgowie przed startem wspomnieli o tym, ale i tak wiele osób miało problemy z jego znalezieniem (np. p. Horova z Pragi szukała go przez godzinę). Na szczęście o wszystkim się zapominało wbiegając na metę pod Organami Wielisławskimi – cudny widok, a i kiełbaski oraz piwo robiły swoje. Na mecie okazało się, że Marcin Pawłowski pobiegł na drugą pętlę 100-kilometrowej trasy, którą ukończył z rewelacyjnym czasem 11h:15min. Michał przybiegł 23 minuty przede mną, a ja z czasem 6h:29min zaliczam drugie miejsce.

fot. Areq

Debiut nr 2: Inov-8 x-talon™ 190 na moich nogach.

fot. Areq

Na ten temat mógłbym pisać i pisać. Kupiłem je przed Dymnem dzięki uprzejmości Gawła Boguty, który zgodził się przyjechać do sklepu specjalnie dla mnie! Na Hardcorowej trasie na Mazowszu ubrałem jeszcze moje rozpadające się Speedcrosy. Chciałem się z nimi godnie pożegnać, co udało się w 100%. Jeszcze wtedy nie wierzyłem, że bieganie w innych, lżejszych, wygodniejszych butach ma tak kolosalne znaczenie dla mojego samopoczucia. Biegam teraz inaczej, śmielej, skoczniej, lżej, a czy szybciej? Tak, ale nie wiem czy to zasługa butów, chociaż kolor soczysty jak na nowym Ferrari. Jest cała masa zalet i tylko parę wad, które powoli eliminuję. Na przykład: rozwiązujące się sznurówki, potrafią same się rozsznurować z podwójnego węzła. Nie będę pisał co mnie boli po bieganiu w x-talonach, bo każdy wie o co chodzi w butach praktycznie bez amortyzacji. Ale muszę przyznać, że boli coraz mniej. Chciałem podziękować wszystkim, którzy przyczynili się do popularyzacji tej marki w Polsce. Bez was i bez waszej determinacji nie kupiłbym swoich butów, ba, prawdopodobnie nawet bym o nich nie słyszał.

Wulkany 24h:
dystans: ok 52km
czas: 6h:29min
przewyższenia: 932m↑, 855m↓
zobacz na endomondo.com

wywiady z uczestnikami ze strony www.wulkany24h.pl


Category(s): Bez kategorii

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

 

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>