Wietrzny weekend

 

fot. Dominik Mirowski

 LEVEL I – RÓŻA WIATRÓW
sobota  30.03.2012 16:00,
Koziegłowy koło Poznania – Róża Wiatrów 50km pieszo

wyjechaliśmy (ja, Kornel i Arek Z.) spokojnie w sobotę przed południem, a żeby było weselej na trasie zabraliśmy ekipę ZulusTeam i pocisnęliśmy na Poznań. W bazie spokój – 100ka wystartowała- a chętnych na 50kę jakby brakowało. Dopiero jakieś 30min przed startem pojawiły się mocne ekipy z okolicy :) które jak się później okazało zdominowały klasyfikację trasy P50. Chwilę przed startem dostajemy mapy, chwila analizy i … start, lecimy samotnie z Kornelem w druga zupełnie stronę niż reszta ekip (Arek wybrał wariant „na spokojnie” z peletonem). Nawigacja tym razem bez problemów, natomiast żołądki… masakra. Zanim dotarliśmy do drugiego PK Kornel zużył cały zapas papieru jaki mieliśmy w plecakach :) i tak resztę trasy na pusto w sumie musieliśmy zrobić bo jedzenie nie chciało pozostawać zbyt długo w naszych organizmach :) pomimo ”nieplanowanychprzestojów” wydawało się nam że tempo jest OK i damy radę powalczyć do momentu gdy po podbiciu naszego 3ciego PK spotkaliśmy biegnących z przeciwnego kierunku Łukasza Nowackiego i Remika Nowaka. „Oni już tutaj ?!?” … no cóż, ja takiego tempa nawet na asfalcie nie utrzymam, a co dopiero w terenie i spokojnie pokulałem za Kornelem do kolejnych PK. Nawigacja jak wspomniałem nie wymagała specjalnie koncentracji, latarki odpaliliśmy na 3PK przed metą, i tam też Kornel wyciągnął ku mnie braterską linkę :) META po 6h27min z 47,5km na licznikach i 15m w klasyfikacji (niby ok. ale strata ok.2h30min do pierwszego miejsca sprowadza nas na ziemię) na otarcie łez pozostaje 12 minutowa wygrana nad Zulus’ami :) ustawiamy budziki na 4:30 i zawijamy się grzecznie w śpiworki gdzieś w międzyczasie pojawia się Arek – 10h 47min jak na pierwsze samotne 50km w terenie całkiem nieźle

LEVEL II – OMW RJNO
niedziela … 01.04.2012 11:00,
Wrocław, Smoczy Las – OMW RJNO, trasa ok.15km

już w drodze do domów, Kornel poddaje się i odpuszcza OMW odstawiam chłopaków z ZulusTeam, potem Arka i Kornela, pakuję rower w bagażnik i lecę do Smoczego Lasu. W tym sezonie ważny jest każdy z 3 startów więc warto się pojawić. W bazie sporo nowych twarzy, nowe sprzęty, ciuchy, jest OK, ale trzeba będzie walczyć  :) Szybka rejestracja, montaż chipa i … oj mam 5tą minutę startową. Na rozgrzewkę zabrakło czasu, zabieram coś do picia i lecę do boksu. Teren znany, tylko ten wiatr… pierwszy PK chyba tak na zabicie ducha dalszej walki – po wale przeciwpowodziowym pod wiatr… umarłem po raz pierwszy. Na 3cim PK doganiam Grzegorza Szwacarza i przez kilka kolejnych odcinków próbuję mu odjechać. Nogi bolą, ale nie odpuszczam. To tylko 15km powtarzam sobie. W końcu na dojeździe do 9PK wzbieram wariant -> wałem powodziowym po utwardzonej drodze. Udało się, zyskuję kilka sekund i już więcej się nie oglądałem za siebie. Dojazd do PK 10 to przelot przez całą mapę, licznik dobija do 30km/h a ja dobijam się po raz kolejny. Podbijam kolejne PK i końcówka. Na mecie 47min 51sec i oczekiwanie na kolejnych zawodników. UDAŁO SIĘ :) aż mi się wierzyć nie chciało że po nieprzespanej praktycznie nocy dałem radę objechać konkurencję. Pakuję rower i zaczynam etap 3 -> droga do domu :)

Weekend możemy zaliczyć do udanych. Wiemy gdzie jesteśmy po zimie i wiemy gdzie chcemy być na koniec roku… pozostaje trzymać się planu :)

Category(s): Bez kategorii

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

 

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>