Wygoniec – czyli więcej kombinowania niż rajdowania


W rajdach czynnikiem decydującym o kolejności zespołów na mecie jest zazwyczaj liczba podbitych PK. „Zazwyczaj” – bo zdarzają się rajdy gdzie to czas ma ostateczne słowo i cała reszta jest przeliczana właśnie na niego. Zawsze gdzie obowiązuje taki schemat pojawia się pole do popisu dla urodzonych kombinatorów, czy opłaca się opuścić fragment trasy dostając karę czasową, czy może jednak warto go zaliczyć. Nie inaczej było na debiutującym w kalendarzu RP Wygoniec 2012Kombinatorykę na studiach zaliczyłem z palcem w nosie i jako ścisłowiec z wielce rozwiniętym logicznym myśleniem czytam słowa tak jak zostały spisane, a nie tak jak autor myślał, że przeczytam. To właśnie słowo pisane w postaci regulaminu  było przyczyną naszego protestu. Gdyby ktoś myślał, że impreza pod tytułem Rajd Przygodowy Wygoniec jest dla rajdowców, to by grubo się pomylił. Przynajmniej w części, którą organizator nazwał etapem InO nie była przystosowana dla ludzi, którzy z typowym InO nigdy nie mieli do czynienia. Idąc głębiej: to właśnie regulamin nie był przystosowany do czytania go tak jak został napisany,  wręcz przeciwnie należało go przeczytać tylko w jedyny słuszny znany organizatorowi i innym wyjadaczom InO sposób (bo wiedzieć trzeba, że w rozszerzonej wersji etap ten był częścią Wielkiego Pucharu Dla Wtajemniczonych W Czytanie Regulaminu, w skrócie: WPDWWCR. Dla ciekawskich: nasz protest widnieje na stronie rajdu, znajduje się też tam coś co wg Organizatorów jest odpowiedzią na niego, ale za cholerę nie jesteśmy w stanie doszukać się w tekście fragmentu, który odnosi się w jakikolwiek sposób do owego protestu. Tyle cierpkich słów o zawodach, bo trzeba przyznać, że więcej dobrych niźli złych wspomnień z Wygońca mamy. Zaczęło się od odprawy, na której Organizatorzy zmienili dwa piesze odcinki specjalne na rowerowe, a trzeba powiedzieć, że odprawa była już po spakowaniu przepaków (aj, miało być już bez przykrości…).  Taktyka była prosta: biegu jest dużo, Arek jak najszybciej chce się dostać na kajak, więc olewamy InO by kończyć rajd za dnia i oszczędzić sobie kilkanaście kilometrów z pokręconą nawigacją, przy której każda pomyłka jest srogo karana. Wybraliśmy najmniejszy możliwy wymiar kary z dopuszczony przez regulamin. Odcinek  biegowy poza źle ustawionym PK na bagnie to nic specjalnego (nie czepiam się wcale), ot trzydzieści kilka kilometrów po lasach i polach. Za to kajak powinien być wpisany na podium zaraz obok mistrzowskich kajaków z Dymno. Nie dość, że rzeczki nurtowo ciekawe to noc, mróz, szuwary i cała reszta bez której dobry etap kajakowy się obejść nie może.  Jak zawsze u nas w ekipie jest taka część rajdu, w której pojawiają się sytuacje podwyższające nam ciśnienie i czasem dochodzi do rękoczynów. Kajaki dostarczyły nam dużą dawkę adrenaliny już na starcie atakując nas chaszczami, starą lodówką płynącą wartkim nurtem, płytką wodą, spadającymi z głowy czołówkami i braterska kłótnia gotowa – jak się później okazało nie ostatnia podczas tego etapu. Na dodatek Arek utopił telefon przy pierwszym kajakowym PK który był źle ustawiony. „Próbowałem zrobić zdjęcie leżącemu na ziemi lampionowi, jedną ręką wiosłowałem, drugą klikałem. Efekt – jak to zwykle w takich przypadkach – zostaliśmy bez sprawnego telefonu, bo E72 do wodoodpornych nie należy” – relacjonował Arek na mecie. Pewnie jakbym miał się przyczepić do tego etapu to: regulamin dawał możliwość całkowitego ominięcia i pozwalał pokonać 14 km biegiem prostym asfaltem zamiast dłubać 30 km w kajaku – co niektórym ekipom zajęło ponad 9h. Gdy o poranku dotarliśmy na przepak w Starogardzie Gdańskim, wiedzieliśmy że jesteśmy już prawie w domu. Kajaki jakby nie było – męczące, ale zjawiskowe. Jako jedyna ekipa robiliśmy cały etap „po ciemku”, momentami widząc we mgle tylko dzióbek naszej łajby, a progi wodne pokonywaliśmy z okrzykiem „ALAMOOO”. Cieszyliśmy się jak małe dzieci widząc sztandar osady ZHP będącego metą tego odcinka. Etap rowerowy po mieście śladami Kazimierza Deyny poszedł nam świetnie, aż do ostatniego PK na stadionie, który ustawiony był poza kółkiem oznajmującym jego położenie na mapie, a z opisu nie wynikało gdzie ma stać. Wróciliśmy więc na przepak i z uzyskaną informacją z powrotem na stadion, gdzie czekała na nas ścianka wspinaczkowa. Szczęśliwie skończywszy zadanie wysokościowe pognaliśmy na długi etap rowerowy przedzielony dwoma zadaniami  i odcinkiem specjalnym. Po drodze na pierwszy ZS odpuściliśmy PK nr 22 (jasno wynikało że podbicie go zajmie nam więcej czasu niż kara czasowa przewidziana przez orgów). ZS to Arkowe kajakowanie po jeziorze z zawiązanymi oczami, ja stałem na pomoście i kierowałem go w strone PK. Szybki przejazd na przepak gdzie zorganizowany był OS… szukamy jakiejś „niby dróżki” zaznaczonej na mapie „co z tym OS? jakieś PK na tej dróżce czy co?” lecimy więc do PK – może tam wiedzą więcej, a tam czeka już na nas ekipa ratunkowa i pokazuje 3 boje oddalone 15 metrów od brzegu i mówią – „Podbijacie”.  „A gdzie kajak?” się pytamy, ale już widzieliśmy, że nie będzie żadnych środków transportu (Poje… ich? Bez żadnego słowa wstępu na odprawie, każą zawodnikom wchodzić po klatę do lodowatej wody, pod groźbą niepodbicia 3 PK !?) Arek był już tak wściekły, że rozebrał się do naga, wszedł i podbił kartę. szybko wytarł się suchymi ciuchami co miał na zmianę i lecimy dalej.  Ostatnie 30 km z zadaniem specjalnym , które polegało na wejściu na stos skrzynek z piwa, minęło szybko i o 16:04 zjawiliśmy się na mecie. Na mecie, na której dostaliśmy 6h:25m kary i w miłej atmosferze skandalu opuściliśmy bazę. Jakie było nasze zdziwienie kiedy Piotrek z Zulus Teamu zadzwonił do nas i oznajmił, że wygrali z nami tylko oni. I to o 38 minut.
W sumie rajd – o ile będzie kontynuowany – może być ciekawą pozycją w przyszłorocznym kalendarzu. Czy można wymagać więcej? Wydaje mi się że tak. A co poprawić? Uważny czytelnik naszych „wypocin” sam zauważy. Z perspektywy czasu uważamy, że warto było przejechać się taki kawał drogi dla tych kilkunastu godzin napierania. Nazbieraliśmy kolejną walizkę wiedzy rajdowej i umocniliśmy braterską więź.




Category(s): Bez kategorii

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

 

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>